No i stała się rzecz nadzwyczajna. Warto zapamiętać, że 25 lipca 2001 Sejm RP uchwalił ustawę o dostępie do informacji publicznej. Warto tż zapamiętać, że ustawa ta powstała siłami obywatelskimi, wspierana była przez wiele organizacji pozarządowych. Domagali się jej uchwalenia redaktorzy naczelni prasy polskiej kojarzeni ze wszystkimi możliwymi poglądami politycznymi, poparli posłowie ze wszystkich partii. To dobry znak. Może stanie się normą, że regulacje prawne zabezpieczające Polskę przed patologicznymi zachowaniami, nie mającymi nic wspólnego z demokracją, będą już zawsze traktowane w sposób szczególny, jako wspólny dorobek ludzi, którzy wprawdzie kłócą się od czasu do czasu o rozmaite rozwiązania (bo przecież różnimy się poglądami i na tym polega demokracja), ale są sprawy fundamentalne, ustrojowe, o które kłócić się nie wolno! Taką ustawą jest właśnie dostęp do informacji. Wymóg ustanowienia tego prawa został zapisany w punkcie 4 artykułu 61 obowiązującej Konstytucji RP. Trudno powiedzieć, dlaczego przez cztery lata nie został zrealizowany. Ale nie warto już o tym mówić. Warto natomiast rozpowszechniać płynące z niej korzyści dla nas, a więc i dla państwa, którego jesteśmy obywatelami. Po pierwsze każdy ma prawo do uzyskania informacji publicznej, która nie jest zastrzeżona specjalnymi ustawami. Zobowiązane są do tego władze publiczne oraz podmioty wykonujące zadania publiczne. To oznacza, że również żaden organ władzy samorządowej nie będzie mógł odmówić informacji o majątku, decyzjach administracyjnych, wynikach kontroli. I pomyśleć, ile z napisanych przeze mnie felietonów nigdy nie znalazłoby się na łamach gościnnej „Wspólnoty”! Dzisiaj bowiem prezydent Tomaszowa Mazowieckiego nie mógłby już odmówić udostępnienia dokumentów dotyczących planowanej budowy supermarketu. Również redaktor prasy lokalnej starający się o uzyskanie informacji o zarobkach samorządowców nie stałby się bohaterem mojego felietonu. A może i radny Marek Surmacz z Gorzowa Wielkopolskiego nie stracił by swojego mandatu, gdyż prezydent jego miasta musiałby wyjawić tajniki związane z miejscem postojowym nieopodal dyskoteki. I radni z Pleszewa nie przeszliby takiej drogi przez mękę, by doprowadzić do wyjaśnienia rozmaitych nieprawidłowości. A może i proces o naruszenie dóbr osobistych wytoczony przedsiębiorcy przez prezydenta Zduńskiej Woli nie odbył by się, gdyż dokumenty przetargowe po zakończeniu procedury były by dzięki tej ustawie jawne. Myślę, że listę społecznych korzyści nie łatwo zamknąć. Trzeba jednak podać te najważniejsze. Otóż wielokrotnie podczas spotkań z przedstawicielami zwłaszcza małych gmin słyszałam skargi, że utajniane jest wszystko, z protokołami z posiedzeń tak komisji jak i rad włącznie. Mało tego. Ciągoty do permanentnego utajniania pod byle pretekstem posiedzeń mieli również członkowie Komisji Rewizyjnej Rady Warszawy. Moi koledzy posunęli się w swych zapędach tak daleko, że chcieli na zawsze zapisać w regulaminie pracy o zamknięciu wszystkich posiedzeń tejże komisji. Teraz to już z całą pewnością będzie bezprawne. Zgodnie z nową ustawą nawet „przyczyny lokalowe i techniczne nie mogą prowadzić do nieuzasadnionego zapewnienia dostępu tylko wybranym podmiotom”. Ale to już przeszłość. Reszta zależy od nas. Od tego, jak będziemy egzekwować nasze prawa. Musimy więc już zacząć uczyć się z tej ustawy korzystać. Po pierwsze, aby uzyskać informacje będzie trzeba złożyć wniosek. I wcale -wbrew narzuconym przez urzędy obyczajom -nie będzie trzeba udowadniać, że jest się „stroną w sprawie”. Mało tego, instytucja udostępniająca nam informację jest zobowiązana zapewnić możliwość kopiowania, sporządzenia wydruku, przesłania informacji, lub przeniesienia jej na „odpowiedni powszechnie stosowany nośnik”. Urząd może wprawdzie pobrać opłatę za tego typu usługę, ale wysokość tejże nie może przekraczać kosztów odpowiadających tego typu usłudze. Jeśli chodzi o termin, to informacja musi zostać udostępniona jak najszybciej, nie później jednak, niż 14 dni od momentu złożenia wniosku. Jeśli zaś istnieją powody, dla których termin ten nie będzie mógł być dotrzymany, wówczas urząd będzie musiał w ciągu 14 dni powiadomić o tym fakcie z podaniem przyczyn i wywiązać się ze zobowiązania w terminie nie późniejszym, niż dwa miesiące. Odmowa udzielenia informacji musi zostać poparta uzasadnieniem i zawierać informacje, kto personalnie podjął decyzję o odmowie jej udzielenia. Ustawa określa też tryb odwołania. Obowiązują tu przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Naczelny Sąd Administracyjny ma zaś nie więcej niż 30 dni na rozpatrzenie takiej skargi. Jedynym mankamentem jest to, że z powodów organizacyjnych kilka przepisów wejdzie w życie dopiero po 18 miesiącach, 24 miesiącach, a jeden nawet po 36 miesiącach. No cóż, gdyby ustawę tą uchwalono tuż po Konstytucji, wszystkie przepisy dawno by funkcjonowały. Trudno -najważniejsze, że są! Może jeszcze parę uwag, jakie będą dodatkowe korzyści dla państwa. Osoby aktywne w swoich społecznościach lokalnych dobrze wiedzą, ile energii pochłaniał spór, by udowodnić fakt bycia stroną w sprawie. Budowano nam dom „przez miedzę”, mieszkańcy pytali w gminie, jaki to będzie dom, ile będzie miejsc do parkowania, czy nie zasłoni im okien. Tymczasem dowiadywali się, że to nie ich interes, bo nie byli stroną. Tymczasem pojęcie strona nawet w dotychczas obowiązującym prawie dotyczy wyłącznie brania udziału w postępowaniu administracyjnym, nie zaś wglądu w decyzje administracyjne. W boju o swoje prawa słaliśmy skargi do rozmaitych urzędów. Potem ponaglenia na bezczynność tychże urzędów. Potem skargę do NSA. Też na bezczynność. W końcu sąsiednią działkę zabudowali. Okna nam zasłonili. Samochody nowych sąsiadów zajęły wszystkie wolne miejsca do parkowania, bo gmina wydając pozwolenie na budowę nie zastrzegła wymogu budowy parkingu podziemnego. A na koniec decydenci gminni publicznie wyzwali protestujących mieszkańców -tak jak to na przykład było w przypadku jednego z urzędników warszawskich -od bolszewików!! Ta ustawa wymusza wreszcie odpowiedzialność. Urzędy sprawnie realizujące przepisy ustawy będą miały mniej zbędnych podań i skarg, sądy mniej skarg na bezczynność. żałuję tylko, że niereformowalni urzędnicy, którzy nadal będą uważali informację za domenę władzy, nie będą -wzorem ustawy szwedzkiej -finansowo karani za łamanie tej ustawy!

 

Tygodnik „Wspólnota” 2001 r.