Wszyscy widzą korupcję, wszyscy krytykują korupcję, wszyscy mają cudowne lekarstwa na wyleczenie państwa z korupcji. Nowe urzędy, brygady specjalne, deklaracje majątkowe, zmiany w prawie karnym, przepisy antykorupcyjne… Tymczasem korupcja – jakby nigdy nic – ma się coraz lepiej. A jej skutki można przełożyć na gospodarkę. Choćby tylko problem bezrobocia: jedyna droga skutecznego przeciwdziałania temu zjawisku to stworzenie mechanizmów pobudzających rozwój drobnej przedsiębiorczości. A instrumenty do tego posiada przede wszystkim gmina. Tymczasem gminy zniechęcają drobnych przedsiębiorców, prowadząc nieuczciwe przetargi, zlecając z „wolnej ręki” zamówienia zaprzyjaźnionym podmiotom, wynajmując lokale użytkowe z „klucza”, wymawiając umowy najmu lokali użytkowych pod pretekstem zmiany czynszu. Inny proceder to wykonywanie rozmaitych projektów przez urzędników w ramach własnej działalności gospodarczej Projekt kosztuje tyle samo, co zlecenie w prywatnym przedsiębiorstwie. Tyle, że firmy usługowe z braku zamówień plajtują. W ten to sposób gmina „produkuje” bezrobotnych, którym trzeba wypłacić zasiłek. O skutkach społecznych zaś szkoda nawet przypominać: poszerzanie marginesu biedy, która jak każda choroba społeczna przenosi się na następne pokolenie. Korupcja osłabia również skuteczność administracji, która przestaje zajmować się „zwykłymi” sprawami obywateli. Ci zaś – zdesperowani -zaczynają zasypywać wszystkie możliwe urzędy skargami i monitami. Decyzje administracyjne zaś wydane w następstwie procesu korupcyjnego zazwyczaj łamią obowiązujące prawo i naruszają interesy osób trzecich. Inwestycje realizowane w oparciu o tak wydane dokumenty lekceważą wszelkie normy, według zasady „płacę więc wymagam”. To z kolei powoduje zawalanie sądów sprawami o uchylenie decyzji czy prokuratur wnioskami o wszczęcie postępowania. Wszystkie te zjawiska: bezrobocie, nieskuteczna administracja, niesprawne sądy, opieszała prokuratura i ogólne społeczne przekonanie, że „wszyscy biorą” nadszarpują wiarę w państwo oraz budzą głębokie frustracje społeczne i marzenia o rządach silnej ręki. Najbardziej narażonym na korupcję obszarem w samorządzie jest wszystko to, co ma związek z inwestycjami: gospodarka nieruchomościami, zagospodarowanie przestrzenne, wydawanie pozwoleń na budowę i dopuszczenia budynku do użytkowania. Trudno zrozumieć na przykład, dlaczego z dwóch rodzajów przetargów: ustnego i pisemnego, wybierany jest przetarg pisemny. W przetargu ustnym decyduje cena, w przetargu pisemnym oprócz ceny bierze się pod uwagę także inne kryteria, które mają charakter czysto uznaniowy, np. wiarygodność oferentów czy projekt zagospodarowania terenu. Sprzedaż jakiegoś terenu poprzedza wycena. Tymczasem powszechną praktyką jest zaniżanie wartości gruntów przez rzeczoznawców majątkowych Zdarza się, że wycena jest parokrotnie niższa od cen oferowanych na przetargu. Jeśli więc grunt oddawany jest bezprzetargowo, wówczas gmina ponosi wymierne straty. Procedura sprzedaży nieruchomości też budzi wiele zastrzeżeń. Bardzo często – wbrew obowiązkowi – informacja o sprzedaży jest niedostępna, a termin rozstrzygnięcia przetargu jest bezzasadne skracany. Na opisanie zaś kryteriów doboru członków komisji przetargowych czy warunków przetargu dziennikarze zużyli chyba hektolitry atramentu. Kolejnym polem nadużyć jest wydawanie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Dla wielu obszarów obowiązuje kilka planów o różnej szczegółowości. Bywa, że omija się ustawowy obowiązek stosowania wszystkich obowiązujących, wybierając ten plan, który jest korzystniejszy dla inwestora. W wydanych decyzjach łagodzi się lub pomija ograniczenia dotyczące np. wysokości zabudowy, zakazy lokalizowania obiektów tymczasowych lub uciążliwych, zakazy lokalizowania funkcji mieszkalnych, ignoruje wymagania dotyczące ochrony terenów zielonych lub obszarów zabytkowych. Gdy inwestor przebrnie wszystkie rafy występuje o pozwolenie na budowę. I tutaj też dochodzi do nagminnych nadużyć i wydawania decyzji z rażącym naruszeniem prawa. Innym łakomym kąskiem są mieszkania komunalne. Ciągle jeszcze wielu burmistrzów i prezydentów nie wyobraża sobie sprawowania władzy bez możliwości dysponowania specjalną pulą. Z tej to puli mieszkania dostają urzędnicy, członkowie rodzin „bardzo ważnych osób”, pracownicy wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Taka polityka mieszkaniowa oswaja Temidę z władzami lokalnymi, na szkodę interesu publicznego. Sfera zamówień publicznych na szczeblu samorządowym to też częste pole nadużyć. Powszechnie mówi się o łapówkach rzędu 10-20% wartości zamówienia oraz o „wilczych biletach” dla firm, które składają odwołania i protesty do Urzędu Zamówień Publicznych. I niewiele zmieniła nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych. Jaki bowiem przedsiębiorca zdecyduje się na oddanie sprawy do sądu i czekanie latami na jej rozstrzygniecie? Najgorsze jest to, że nieprawidłowości -dotykające dotąd głównie opisanych wyżej pól gospodarki samorządowej -zaczynają paraliżować również inne sfery życia lokalnego. Coraz więcej dyrektorów szkół traci swoje funkcje nie znając uzasadnienia. Również prywatyzacja usług medycznych przebiega w sposób całkowicie niezrozumiały. Dlatego też trzeba jak najszybciej postawić tamę paraliżującym nasze życie patologiom. Samym gadaniem jeszcze nikt nie naprawił świata, podobnie jak cudownymi receptami, opracowywanymi na użytek kolejnych wyborów.