To, że mamy państwo w stanie kryzysu widać gołym okiem. O pracę coraz trudniej, wartość pracowników wykwalifikowanych spada, młodzi ludzie znowu -jak już tyle razy w naszej historii bywało -zastanawiają, czy nie szukać szczęścia poza granicami kraju. Rząd próbując ratować sytuację przedstawia rozmaite koncepcje, związki grożą strajkami. Równocześnie ubożejący ludzie, żyjący w poczuciu zagrożenia swej kruchej stabilizacji, codziennie czytają i słuchają o rozmaitych skandalach, w których zazwyczaj chodzi o sumy, jakich nikt z nich zapewne nigdy nie ujrzy na oczy! Skandal goni skandal. A to gdzieś jacyś radni zawiązali sobie spółkę budowlaną i swoimi własnymi głosami przejmują grunty pod inwestycje oraz uchwalają rozmaite przywileje dla tej spółki. Gdzie indziej przewodniczący rady gminy wygrywa przetarg na wytwarzanie tablic rejestracyjnych. Nie dość, że dopuścił się rzeczy skandalicznej, to jeszcze nie wywiązał się z umowy, a rodzima partia wybroniła go od zapłacenia kar umownych. Skoro jesteśmy przy branży motoryzacyjnej to okazuje się, że w niektórych gminnych wydziałach komunikacji można bez większych problemów, za przystępną cenę, zarejestrować kradziony samochód. Zapewne bez stania w kolejce. Gdzie indziej znowu zwracane są niczym „ciepłe bułki” zabytkowe kamienice dzieciom byłych właścicieli, którzy nigdy nie mieli dzieci. To znów sprzedano wyjątkowo okazyjnie budynek, gdyż kupujący zobowiązał się do kupienia lokatorom równorzędnych mieszkań zastępczych. Kamienicę owszem tanio kupił, lecz lokatorzy -dzięki życzliwości władz lokalnych -zostali wysiedleni na koszt miasta. Kto nie lubi zabytków, a dysponuje gotówką i kontaktami, może nawet w niektórych miejskich parkach wybudować apartamentowiec. Że plany zagospodarowania przestrzennego nie pozwalają? Przecież to drobiazg, który nie powinien stanowić przeszkody nie do pokonania dla fachowego urzędnika. Podobnie, jak dobudowanie dodatkowych dwóch czy trzech kondygnacji. Przecież taka zmiana jest niczym innym, jak wynikiem życzliwości urzędnika, który dzięki przymknięciu oka na dobudowę przyczynił się do zaspokojenia głodu mieszkaniowego. Również klęski żywiołowe mają dla co poniektórych same zalety. Czy może być lepszy interes, niż przyjęcie pieniędzy za naprawę dróg, których się nie naprawiło? Bezrobocie też może być źródłem niezłych dochodów. Im więcej jest osób pozbawionych pracy, tym więcej pieniędzy na rozmaitego rodzaju szkolenia i aktywizację zawodową. Niejedna więc firma ma szansę na utrzymanie się w niezłej kondycji finansowej dzięki prowadzeniu rozmaitych -mniej lub bardziej przydatnych -kursów. Jak wiadomo, nic nie stoi w miejscu. Otwierają sie więc coraz to nowe możliwości. Od pewnego czasu ¬przynajmniej w Warszawie -mamy bogatą ofertę rozmaitego rodzaju firm administrujących budynkami komunalnymi. Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że we władzach wielu z nich zasiadają dotychczasowi administratorzy gminni. To jest zapewne przyczyną, że wszelkie zastrzeżenia co do jakości pracy poniektórych z tych zarządców zgłaszane do gminy pozostają bez echa. Przy dość powszechnej mizerii finansowej gmin zdumiewają też rozmaitego rodzaju „bizantyjskie” inwestycje. Stolica znana jest już z „boomu ratuszowego”. I tak na przykład Targówek nie ma mieszkań komunalnych, na które latami wyczekują całe rodziny, lecz za to ma okazałą, przeszkloną budowlę, niczym z „Przedwiośnia” Żeromskiego. W tym przybytku władzy burmistrz urzęduje w narożnym gabinecie. Nie jest to jedyna zbytkowna inwestycja. Władze tej gminy postanowiły bowiem zbudować kolejny w Warszawie luksusowy basen. Za jedyne 47 milionów złotych. W porównaniu ze 120 milionami, które kosztował mokotowski „Park Wodny” ta kwota może wydawać się pestką! Zresztą budowanie obiektów sportowych stało się nie tylko w stolicy, ale w całej Polsce prawdziwym hitem. Kozienice, Sochaczew czy Trzcianka to tylko trzy z niezliczonej liczby tego typu obiektów w skali kraju. Być może są to nowatorskie pomysły władz lokalnych, chcących uchronić bezrobotnych przed stresami. Już widzę oczami wyobraźni baraszkujących w wodzie bezrobotnych, relaksujących się w strumieniach biczów wodnych i radośnie figlujących w brodzikach. Ktoś jednak będzie musiał te obiekty konserwować, pokrywać koszty eksploatacji. Jakoś trudno mi uwierzyć, by wpływy z biletów wystarczyły na ich pokrycie. A więc znów będzie trzeba sięgnąć do budżetu gminy. Kosztem jakich wspólnych potrzeb? Przyglądając się temu wszystkiemu myślę, że członkowie wspólnot lokalnych mało skutecznie uczestniczą w życiu swojej gminy. Panuje bowiem powszechne przekonanie, że władza i tak zrobi to, co się jej będzie podobało. A tymczasem w ogromnym stopniu to od nas zależy, jak ta władza będzie sprawowana. Trzeba bowiem aktywnie uczestniczyć w życiu swojej wspólnoty: uczestniczyć w posiedzeniach rad samorządowych. Przychodzić na sesje i posiedzenia komisji problemowych. Tyle razy już cytowana przeze mnie ustawa o dostępie do informacji publicznej zakazuje przecież zamykania posiedzeń wybieralnych organów władzy publicznej. Jeśli coś takiego się zdarzy trzeba natychmiast złożyć skargę do wojewody, żądając unieważnienia podjętych w trakcie zamkniętego posiedzenia decyzji. Podobnie, jak powszechnie dostępne są protokoły z posiedzeń zarówno radnych jak i zarządów. Mamy też prawo znać zamierzenia naszych władz. Interesujmy się nimi, poddawajmy ocenie skuteczność ich rządzenia. Nie tolerujmy niegospodarności i beztroski w decydowaniu o naszym życiu. Przypominajmy rządzącym, że piastują swoje urzędy dzięki naszym głosom i dostają swoje wcale nie skromne pensje dzięki naszym podatkom. Jeśli będziemy tolerować lekceważenie nas w urzędzie, nierespektowanie obowiązującego prawa, poddawać się niezgodnym z prawem żądaniom w zamian za załatwienie sprawy będziemy sami sobie winni. Wszak stare przysłowie mówi: Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz!