„ [...] gdybym miał zdecydować, czy powinniśmy mieć rząd bez prasy, czy prasę bez rządu, nie wahałbym się ani chwili i wybrałbym to drugie”.
Thomas Jefferson (1743-1826)
- amerykański polityk, dyplomata, prawnik, 1801-09 prezydent

 

 

Charles Louis Montesquieu (1689-1755), francuski prawnik, myśliciel i pisarz uważał, że istotą państwa jest polityczna wolność obywateli. Wolność tą zapewnia dobre, umiarkowane prawo oraz oddzielenie od siebie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Przejawem wolności zaś jest wolność myśli, sumienia, słowa i druku. Również amerykanie tak dalece doceniali wolność słowa, że w 1791 roku w I poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych zapisano m.in.: „Kongres nie może stanowić ustaw [...] ograniczających wolność słowa lub prasy [...]”. Doświadczeni przez dziesiątki lat dobrze powinniśmy wiedzieć, czym jest państwo pozbawione trójpodziału władzy i kontrolowane przez urzędy cenzorskie. Wszystko było tajemnicą, każde słowo wypowiedziane publicznie czy też opublikowane musiało być wcześniej uzgodnione. Bez poddania go cenzurze było nielegalne, a więc groziło nieprzewidywalnymi następstwami. W ten to właśnie sposób władza państwowa ¬pozbawiona i tak kontroli politycznej, jaką w systemach demokratycznych jest opozycja parlamentarna -zamykała usta swoim krytykom również w prasie. Skutek był taki, że nie miało zupełnie znaczenia, który tytuł kupowaliśmy -opis zdarzeń był zawsze jednakowy. Musiało tak być, skoro ci co sprawowali władzę -niepodzielnie władali mediami. Tak więc mogłoby się wydawać, że wartość, jaką jest wolna prasa, będzie po latach doświadczeń chroniona jak największy skarb. że wszelkie próby nacisków na dziennikarzy będą publicznie potępiane, a politycy dopuszczający się takich metod będą ostatecznie kończyć karierę. Okazało się jednak, ze słynna opinia Edmunda Burke`a (1729-97), brytyjskiego polityka, publicysty i filozofa: „były trzy stany w Parlamencie (przedstawiciele lordów, kościoła i gmin), lecz na galerii dla dziennikarzy siedział stan czwarty, daleko ważniejszy niż tamte wszystkie razem wzięte” jest nadal aktualna, bowiem rola dziennikarzy przez stulecia nie zmieniła się, więc ciągoty polityków do manipulowania prasą są niezmiennie silne. Rozmaitym próbom nacisku poddawana jest również prasa lokalna. A jest to bardzo ważne ogniwo systemu demokratycznego. Przekazuje przecież wszystkie te informacje, które pomijane są przez gazety ogólnopolskie, nie mogące -co oczywiste -być nośnikiem wiadomości gminnych czy powiatowych. Tymczasem lokalni politycy przywiązują równie wielką wagę do swojego wizerunku w prasie. Chcieliby, by był on jak najkorzystniejszy. Łatwiej bowiem „wymusić” rozmaitymi metodami przychylność lokalnej gazety, niż starać się dobrze rządzić i reagować na krytykę lepszą pracą. Dlatego wydawcy poddawani są naciskom i jest to zjawisko bardzo groźne. Bo jakość naszego życia codziennego zależy w największym stopniu właśnie od pracy tych polityków na rzecz swoich wyborców. Pozbawieni krytyki „czwartej władzy” rządzą poza kontrola społeczną. Wiadomo, że istotą wolności prasy jest niezależność od władzy publicznej. Tak więc źródło finansowania nie może płynąć z budżetu publicznego. Istnieją jednak rozmaite sposoby nieformalnego wspomagania gazet lokalnych z budżetu samorządowego. Może to być bezpłatne udostępnienie lokalu gminnego dla redakcji z możliwością korzystania ze sprzętu biurowego, może to być regularne publikowanie na lamach takiej lokalnej „niezależnej” gazety wszelkich możliwych płatnych ogłoszeń (uchwał, zarządzeń, informacji). W rewanżu wydawca chwali niezmiennie pracę administracji samorządowej, zaś najbardziej kompromitująca afera opisywana jest jako spisek opozycji politycznej. Jakiż jest sens czytania takiej prasy, skoro jest to wyłącznie pas transmisyjny polityki ratusza? Na jakiej podstawie mamy wyrabiać swoje własne zdanie na temat otaczającej nas rzeczywistości? Skąd mamy czerpać wiedzę na temat naszych reprezentantów w radach i pracy nadanych przez nich urzędników? Jak mamy dokonywać świadomych wyborów politycznych? W jaki inny sposób wywierać presję na polityków lokalnych, jeśli zabraknie prawdziwie wolnej prasy lokalnej? A można przecież wydawać gazetę nie wspieraną pieniędzmi z budżetu samorządowego. I na szczęście są tacy wydawcy! Jest to trudne -to prawda. Osiągnięcie niezależności to ciężka praca, lecz przynosi efekty nadspodziewane i bardzo satysfakcjonujące. Nie trzeba się obawiać nadepnięcia „na odcisk” komuś, kto w odwecie odbierze płatne ogłoszenia, narzuci nierealną stawkę czynszu z wyrównaniem do tyłu i wystawi zaległe rachunki telefoniczne, likwidując w ten sposób jednym cięciem gazetę. Poczucie niezależności poza tym uwalnia możliwości twórcze, likwiduje ogłupiająca samokontrolę. Gazeta prawdziwie niezależna przyciąga czytelników, bo ludzie znakomicie wyczuwają -zwłaszcza po latach cenzorskich ograniczeń -autentyzm i nie chcą być poddawani „propagandzie sukcesu” lansowanej w gazecie finansowanej w takiej czy innej formie z budżetu, a więc uzależnionej od władzy. Gazeta prawdziwie niezależna odgrywa olbrzymia rolę w kształtowaniu polityki społecznej. Ujawnia wszelkie niesprawiedliwości, przedstawia istotne fakty i docieka prawdy, którą często nawet demokratycznie wybrani przedstawiciele chcieliby ukryć przed wyborcami. Takie działania są niezmiernie ważne. Władza jest przecież niebywale nęcąca i dlatego często prowadzi do korupcji. I właśnie wolna prasa nie pozwala nadużywać władzy powierzonej przez ludzi. Wolna gazeta, mająca już stałych czytelników, ma szansę utrzymać się na rynku. Może liczyć na ogłoszenia np. prywatnych przedsiębiorców, może też liczyć na wsparcie obywateli przyzwyczajonych już do czytania „swojej” gazety, ale też pomoc ze strony organizacji pozarządowych. Władza lokalna zaś powinny ograniczyć się do wydawania własnymi siłami czegoś w rodzaju dziennika urzędowego, zawierającego tylko i wyłącznie uchwały, zarządzenia, zawiadomienia o przetargach i informacje o rozstrzygnięciu przetargów, zawiadomienia o posiedzeniach rady, komisji rady, porządków obrad. I niech nie miesza się do wolnej prasy!