Od lat kolejne władze marzyły, by to za ich kadencji Polska wygrała wyścig do organizacji olimpiady letniej czy zimowej, albo mistrzostw piłkarskich. Pamiętam, gdy rozemocjonowani entuzjaści zimowych igrzysk olimpijskich w Zakopanym pozostawali nieczuli na przykład na wizję już i tak wiecznie zablokowanej „zakopianki” oraz inne poważne przeszkody, które trudno by przeskoczyć w krótkim czasie. Sceptyków odsądzano od czci i wiary, wychodząc z założenia, że szczery entuzjazm pokona wszelkie przeszkody. I wreszcie marzenia przemieniły się w rzeczywistość. Za niespełna 5 lat musimy mieć ileś stadionów piłkarskich spełniających międzynarodowe standardy, ileś razy więcej miejsc hotelowych niż obecnie, podobnie jak kilometrów autostrad. Czyli – przez 5 lat musimy wybudować więcej, niż w minionym, ponad trzy razy dłuższym okresie. Tymczasem jak zwykle u nas – najpierw roszady personalne, potem okopanie się na pozycjach, które w razie czego pozwolą w przyszłości wskazać winnego. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Na miejscu przyszłego stadionu narodowego – w najlepsze trwa handel międzynarodowy. Nie wbito jeszcze żadnej łopaty, nie rozstrzygnięto konkursu, a zaradni urzędnicy państwowi już znaleźli źródło dochodów z infrastruktury sportowej. Dziurawe i wąskie drogi, zapchane szalejącymi ¬niczym w amerykańskim horrorze – tirami. Budowana przez Jana Kulczyka autostrada wielkopolska znajduje się równocześnie w stanie permanentnego remontu, wymuszającego jazdę z szybkością góra 20 kilometrów na godzinę. Niemniej użytkownicy samochodów osobowych muszą za tą rozrywkę słono płacić -za każdy przejechany odcinek aż po 11 złotych. Ten stan oczywiście nie tylko nie wymusza prędkiego kończenia remontów, przeciwnie – zachęca do niespiesznej kontynuacji. Skoro frajerzy płacą, a państwo nie potrafi zdyscyplinować? Poza tym Unia Europejska – Unią Europejską, a nadal na polskich granicach trzeba stać w ponad godzinnych kolejkach. Ponieważ wymienione uciążliwości są dość powszechnie znane część kibiców zdecyduje się zapewne na przylot samolotami. Tu też nielekko. Stołeczne – największe lotnisko w Polsce -straszy pustą halą przylotów, która nie może być oddana do użytku z powodu sfuszerowanego wykonania. Jednym z mankamentów jest permanentne zalewanie hali strugami deszczowej wody podczas każdej ulewy tak, jakby zapomniano wybudować dach. Gdy sobie przypomnę, jak wielkie skandale towarzyszyły kilka lat temu przetargowi na wykonawcę tej inwestycji… Pozostał więc jeszcze pociąg. No, ale prawdę powiedziawszy jedyną głośną na całą Polskę inwestycją kolejową ostatnich lat jest peron we Włoszczowej. Wprawdzie PKP obwieściło plan zakupu słynnego włoskiego pendolino, problem jednak w tym, że nie mamy torów, na których mogłyby one rozwinąć swoje możliwości. I gdy tak sobie o tym wszystkim myślę, to przypomina mi się serial o rodzinie Flinstonów. Z kamienia łupanego potrafili zrobić wszystko w krótkim czasie. To może zwróćmy się o pomoc do Flinstonów? W razie czego przynajmniej będzie wiadomo, gdzie szukać winnego.