Czasem takie wrażenie, jakbym czytała w kółko tą samą gazetę. Czy nastanie kiedyś czas, gdy przestaniemy wreszcie tylko gadać o dążeniu do ideału jakim są politycy o autorytecie społecznym, urzędnicy o czystych rękach, a państwo jest wspólnotą ludzi zadowolonych ze swojego miejsca do życia? Ta smutna refleksja jest następstwem niedawnej decyzji rządu o mianowaniu nowego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Niezrozumiały bój o zmianę na tym stanowisku trwa od miesięcy. Niezrozumiały -bowiem wszyscy (poza pacjentami) -z obecnym kierownictwem resortu zdrowia włącznie, zgodnym chórem wychwalają pod niebiosa doświadczenie i kompetencje dotychczasowego prezesa. A jednocześnie szukają wszelkich możliwych forteli, by go tej funkcji pozbawić. I wszystko byłoby w porządku -wszak za zarządzanie budżetem na zdrowie też odpowiada premier. Problem jednak w tym, że cały ten zgiełk miał na celu obsadzenie na tym stanowisku człowieka, który wpadł na ciekawy -acz niezbyt nowatorski -sposób wykorzystywania swojej funkcji. Otóż postanowił on, będąc dyrektorem Śląskiej Kasy Chorych włączyć działające na swoim terenie zachodnie firmy farmaceutyczne do .... odbudowy lokalnych zabytków. Pomysł ten -w kraju naszym nie wzbudził niczyjego zainteresowania. Odwrotnie było w USA, gdzie pomoc w odbudowie zabytków ze strony jednej z amerykańskich firm farmaceutycznych, uznana została za czystą korupcję. Ukarano ją za to grzywną w wysokości pół miliona dolarów. Firma karę -bez dyskusji i sądowych apelacji -zapłaciła. Nasza zaś prokuratura polski wątek umorzyła nie dopatrując się śladu jakichkolwiek praktyk korupcyjnych. Najwyraźniej -co kraj, to obyczaj..... Ale do rzeczy. Była sobie Fundacja Zamek Chudów. Jej cele statutowe były szlachetne: odrestaurowywanie zabytków. Nic bardziej godnego pochwały, gdyż niejednemu z nas na widok zrujnowanych zabytkowych obiektów kraje się serce. Tyle tylko, że wpłaty na tą fundację w żaden sposób nie świadczą dobrze o motywach darczyńców -firmach farmaceutycznych. Choćby fakt wnoszenia wpłat w ratach pozwalających uniknąć wykazania ich w księgach rachunkowych firmy. Deklarowanym celem zaś była nie odbudowa zabytków, lecz ... akcje na rzecz oświaty zdrowotnej! Na domiar wszystkiego efekty tych działań „charytatywnych” wymiernie przełożyły się na wyniki finansowe firmy. Sprzedaż niektórych leków wzrosła nawet o 50 %. Sukces ten można oczywiście tłumaczyć wdzięcznością ludu śląskiego, który za ratowanie śląskich zabytków, masowo zaczął nabywać leki tej firmy. Jednakże -w przeciwieństwie do naszej prokuratury -w ów masowy wybuch wdzięczności nie zechcieli uwierzyć amerykańscy sędziowie. Ciekawe też jak by zareagowali gdyby dowiedzieli się, że oprócz wpłat od spółek na konto wpływały też datki od darczyńców indywidualnych. Najwyższa wpłata od osoby prywatnej -50 tys. zł -pochodziła od niejakiego Jana Gierałtowskiego, zamieszkałego w Gierałtowicach przy ul. Zamkowej 1. W tym miasteczku nie mieszka jednak żaden Gierałtowski i nie ma tam ulicy Zamkowej. Jan Gierałtowski natomiast żył w XVI w. i był właścicielem zamku w Chudowie. To wyczerpująco tłumaczy tą niedzisiejszą hojność. Na taki pański gest mógł się zdobyć tylko prawdziwy pan! Jeśli zza światów wspiera Fundację, to może coś też dorzuci do naszej niedofinansowanej służby zdrowia?