Jedna z bardziej rozpowszechnionych mądrości stanowi, że człowiek uczy się całe życie. To pozwala na budowanie znakomitego alibi dla permanentnej praktyki przekazywania odpowiedzialności w ręce ludzi wyciąganych z kapelusza, nieskażonych doświadczeniem i o enigmatycznych życiorysach. I tak to, co niekoniecznie jest zaletą, u nas, jak widać, staje się bezcennym atutem. Mieliśmy już niezbyt udanego ministra, który po zakończeniu swojej „misji” rządowej został wrzucony do władz ważnej spółki skarbu państwa, bo – jak tłumaczył zadziwionym ówczesny premier – „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie”. Mieliśmy ważnych funkcjonariuszy publicznych, których jedynym doświadczeniem były niezłe koneksje polityczne (lub -co gorsza – gospodarcze). Rozpowszechnioną praktyką było zatrudnianie w gabinetach politycznych ludzi, którzy w chwili ujawniania mało chlubnych faktów z ich przeszłości okazywali się być nieznani nawet własnym szefom. Bujne doświadczenia w tym zakresie powinny być materiałem dla konstruktywnych wniosków. Nic z tego. Nawet entuzjazm towarzyszący EURO 2012 nie zmotywował rządzących do podjęcia racjonalnej polityki kadrowej. W ten to właśnie sposób wyhodowaliśmy sobie kolejny skandal. Najbardziej prestiżową inwestycją sportową miała być budowa Narodowego Centrum Sportu w miejscu dzisiejszego zrujnowanego targowiska pod nazwą Stadion 10 – lecia. Trudno pojąć, jaką mocą dysponują zarządzający tym obiektem, że nie istnieje żadna siła na niebie czy ziemi, która odważyłaby się to miejsce doprowadzić do ładu. Nie miały znaczenia statystyki policyjne wykazujące akty przemocy i handel pirackimi nagraniami czy podróbkami towarów pierwszoligowych marek. Zawsze tak było, że w ostatniej chwili decydenci wycofywali się „rakiem” z decyzji o zerwaniu umowy. Może niedawne wydarzenia z korupcją na pierwszym planie ułatwią odpowiedź. Wspomniany stadion – targowisko, oraz szereg innych prestiżowych obiektów sportowych w Warszawie należy do Centralnego Ośrodka Sportu podlegającego Ministerstwu Sportu. Nowo nastały minister zatrudnił na stanowiskach szefów COS nowych ludzi. Ledwie przyszli, a już o nich głośno. Stali się bowiem bohaterami pierwszego wykrytego przez CBA w innej dziedzinie, niż ochrona zdrowia, skandalu. Najzabawniejsze, że nikt nie wie, skąd ci ludzie się wzięli, czym się w życiu zasłużyli, że Minister Sportu powierzył im nie tylko ciężkie setki milionów złotych, ale również naszą narodową reputację zależną od wywiązania się z ambitnych planów inwestycyjnych. No ale przecież wszyscy wiemy: ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. A ponieważ decydenci zawsze ciężko pracują i zawsze w trosce o nas – to kto jest winien? Oczywiście z gruntu źle nastawieni do władzy dziennikarze. Dlatego zapewne to „Samoobrona” będzie pisać projekt nowego prawa prasowego. W tej dziedzinie przecież jej członkowie zdobywali już szlify. Cóż więc dziwnego, że też chcą się sprawdzić w praktyce? Przecież człowiek uczy się całe życie. A czyż państwo nie jest najlepszym poligonem doświadczalnym?