Kłamstwo jest grzechem. Kłamstwo jest nieetyczne. Kłamstwo jest nieuczciwością. Wszyscy to wiemy. Z jednej strony jednak jesteśmy bardzo dla kłamczuchów tolerancyjni. Jest dość powszechne w naszym społeczeństwie przypisywanie sobie zasług, które nigdy nie były czyimś udziałem, faktów w życiorysie, które nigdy nie miały miejsca. Nawet tytuły naukowe nigdy nie zdobyte zdarza się, że poprzedzają nazwiska nierzadko znanych w życiu publicznym osób. Pamiętam dyskusję, która przetoczyła się, gdy ujawniono, że wbrew oficjalnemu życiorysowi prezydent – elekt w 1995 nie posiada tytułu magistra. Ze zdumieniem obserwowałam, gdy bagatelizowano tą sprawę i głosy oburzenia, gdy do Sadu Najwyższego wpłynął wniosek o stwierdzenie nieważności wyników wyborczych z powodu okłamania wyborców. Tymczasem kłamstwo to nie tylko kategoria etyczna. Człowiek, który kłamie dla dodania sobie splendoru, czy też próbujący ukryć istotne w procesie wyborczym fakty jest niewiarygodny, a więc nie powinien decydować o losie innych. W demokracjach anglosaskich kłamstwo dyskwalifikuje osobę publiczną. Szczególnie spektakularne skutki kłamstwa miały miejsce w USA. Tzw. „afera rozporkowa” Billa Clintona omal nie zakończyła się usunięciem go ze stanowiska prezydenta. I to nie dlatego, że miał romans, ale dlatego, że skłamał, że go nie miał. I mało kto wie, że do impeachmentu wprawdzie ostatecznie nie doszło, ale na skutek tego kłamstwa jego bohater miał pięcioletni zakaz wykonywania zawodu prawnika (po zakończeniu kadencji oczywiście). Jednak stwierdzenie zaistnienia kłamstwa zawsze musi być poprzedzone starannym jego udowodnieniem. Bo następstwa kłamstwa, inne niż tyko odpowiedzialność osobista jego autora, mogą być bardzo brzemienne w skutki. W Polsce kłamstwo traktowane jest jedynie jako wybryk, więc okłamani -czujemy się jedynie jak frajerzy. I to wszystko. Ile razy każdy z nas naiwnie dawał wiarę najbardziej nieprawdopodobnym opowieściom, tylko dlatego, że ktoś, kto nam je przekazywał wedle subiektywnej oceny był bardzo wiarygodny. Ile osób bezkarnie poświadczało nieprawdę w dokumentach, a nawet w sądzie czy w prokuraturze – bez specjalnych następstw. Tyko dlatego, że w naszej kulturze kłamstwo jest zachowaniem nieomal codziennym, a dawanie wiary na podstawie subiektywnej oceny – codziennością. Jak dobrze w naszym życiu codziennym ma się kłamstwo – możemy ocenić na podstawie ostatnich wydarzeń. Zalewa nas fala sprzecznych zeznań w sprawach szalenie istotnych, bo dotyczących poważnych podejrzeń w zakresie funkcjonowania i wykorzystywania instytucji państwa niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Większość przekazywanych w tej sprawie faktów może być zweryfikowania poprzez dowody i zeznania osób trzecich. Tymczasem nas zalewa spór, który każe się nam rozstrzygać wywierając naciski na nasze sumienia, do których kluczem ma być wiarygodność poszczególnych osób dramatu. Tylko trzeba pamiętać, że bohaterowie dramatów by być wiarygodni przywdziewają kostiumy pasujące do roli. I dlatego często doprowadzają nas do łez.