Kto z nas nie nasłuchał się w domu czy szkole pouczeń w rodzaju: „trzy razy pomyśl, zanim raz zrobisz” albo „najpierw pomyśl, potem zrób”. Ile mądrości zawartych jest w tych wytartych wydawałoby się powiedzeniach doceniamy dopiero po latach. Niestety – doceniają nie wszyscy. Może dlatego, że słowa te bardziej traktowane są jak slogany, mniej – jak pełne mądrości rady. Jednak to, że nauka ta czasem „idzie w las” w przypadku ludzi podejmujących decyzje na koszt własny jest ich prywatną sprawą. Gorzej, gdy wszystkowiedząca władza działa bezrefleksyjnie. Wtedy skutkami obciążeni jesteśmy my wszyscy. Dobrym przykładem takiego „robienia przed myśleniem” było utworzenie Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Obywatele zmęczeni opornie działającymi strukturami państwa i ciągłymi aferami w organach władzy z nadzieją przyjęli hucznie obwieszczoną inicjatywę rządową tworzącą nową służbę, mającą stać na straży prawa. Znający się na problematyce korupcji przestrzegali, że tworzenie nowej służby policyjnej jest nieskuteczne, że korupcja wymaga przede wszystkim prewencji i tworzenia dobrych systemów organizacyjnych, które – jak na przykład polskie zasady finansowania służby zdrowia – nie będą same zachęcać do nadużyć. W przeciwnym razie państwo może podzielić się na dwa obozy: ściganych i ścigających, w którym paradoksalnie ścigani będą musieli zarobić na pensje ścigających. Nic z tego – po raz kolejny władza udowodniła, że wie lepiej, sięgając po drodze do wytartego już dziś na szczęście argumentu, że każdy kto jest przeciwko jej koncepcjom stoi po ciemnej stronie mocy. I jak to zwykle w takich przypadkach bywa twórcy pionierskiej struktury sięgnęli do najcięższych ich zdaniem argumentów, że tak jest w państwie X, Y, Z oraz Unii Europejskiej. Oczywiście argumenty te przytaczane były z wiarą, że nikt nie będzie sprawdzał ich prawdziwości. Tymczasem jedynym państwem, gdzie funkcjonował podobny do polskiego organ, usytuowany w urzędzie premiera to Singapur. W krajach Unii są to niezależne agencje lub komisje zajmujące się zapobieganiem korupcji, mające uprawnienia dochodzeniowo – monitorujące. I jak widać ze wszystkich badań – taka konstrukcja przynosi niezłe efekty. Koronnym, rzuconym niedawno na szalę argumentem było oznajmienie, że takim unijnym CBA jest OLAF. To jest również nieprawda. OLAF chroni interesy finansowe Unii Europejskiej prowadząc dochodzenia i organizując współpracę pomiędzy organami władzy w państwach członkowskich, koordynuje ich działalność, dostarcza pomocy i wiedzy technicznej przy zwalczaniu oszustw, pomaga opracowywać strategie i proponuje rozwiązania ustawodawcze. Ryzykiem wprowadzenia pionierskiego rozwiązania nie popartego żadnymi doświadczeniami są zazwyczaj nędzne efekty. Tak jest i tym razem. Jednak w myśl zasady „złej baletnicy zawadza obrębek u spódnicy” miast analizy przyczyn powstają plany powiększenia stanu zatrudnienia, a więc dalszy wzrost olbrzymich w proporcji do efektów kosztów utrzymania CBA. Potwierdza się więc inna stara zasada, że niewiedza kosztuje. Szkoda tylko, że wszyscy musimy za jej brak płacić.